W zasadzie to ciężko zacząć...ale spróbóję...
Dziś wyjechała...ona....ta jedyna, która przez ostatni rok była blisko. Wyjechała w góry, ze znajomymi...w zasadzie to znam ich wszystkich prawie, bo to nasi wspólni znajomi. Ja zostałem, bo niby dlaczego miałbym jechać tam? Po naszym ostatnim spotkaniu, kiedy powiedziała mi to wszystko czego żaden z nas nie chciałby usłyszeć, że jestem bez przyszłości, zbyt skomplikowany...niekonsekwentny...ciekawe, że jeszcze pół roku temu wogóle jej to nie przewszkadzało, wręcz przeciwnie - mówiła, że to nie ma znaczenia, że ważne jest uczucie a nie to cos się ma...Kochałem ją jak nigdy nikogo wcześniej, nigdy nikt nie był tak blisko mnie jak ona, tak blisko wszelkich moich najitymniejszych sfer. To błąd myślę - dopuszczać ludzi tak blisko do siebie, wpuszczać ich do swojego życia w 100% - teraz mam za swoje....
Zawsze bałem się być sam...zawsze szukalem, a może już czas podjąć męską decyzję, że po prostu trzeba być samemu...i nie ważne, że to już 31 rok na tym padole...zobaczymy, czas pokaże czy jestem w stanie podjąć taką decyzję....
Mam nadzieję, że dziś zasnę...i nie obudzę się o 4 nad ranem, i włosy jej będę próbował ugłaskać....lecz nigdzie ich nie będzie, tylko blada nocna lampka, łysa śpiewaczka....